Kiedy hosting współdzielony wystarcza
Strona firmowa, wizytówka, blog, portfolio, prosta strona z formularzem kontaktowym - wszystko to mieści się w standardowym pakiecie hostingu i będzie działać szybciej niż źle skonfigurowany VPS. Przejście na własny serwer bez potrzeby kupuje głównie nowy obowiązek: aktualizacje, monitoring i kopie stają się Twoje.
Na co patrzeć w ofercie
- wersja PHP - dostawca musi udostępniać wersje wspierane i pozwalać je przełączać z panelu
- certyfikat TLS w cenie, odnawiany automatycznie
- kopie zapasowe z możliwością samodzielnego odtworzenia, z historią kilku dni wstecz
- limity: liczba baz danych, liczba domen, przestrzeń na pocztę osobno od przestrzeni na pliki
- czas reakcji wsparcia, najlepiej sprawdzony jednym pytaniem przed zakupem
- warunki migracji na wyższy pakiet i możliwość zejścia niżej
Parametr, który w ofertach bywa ukryty, a decyduje o szybkości strony: limit jednoczesnych procesów PHP. Przy niskim limicie strona zwalnia przy kilku użytkownikach naraz, mimo że transfer i przestrzeń są nietknięte.
Czego nie kupować na zapas
Nieograniczona przestrzeń i nieograniczony transfer są argumentem marketingowym - mała strona zajmuje zwykle mniej niż gigabajt i nie zbliży się do żadnego limitu. Pakiet o dwa poziomy wyższy niż potrzeba to wydatek, który nie przyspiesza strony. Lepiej zacząć od podstawowego i przejść wyżej wtedy, gdy pomiar pokaże, że coś jest wysycone.
Kiedy zacząć myśleć o VPS
Sygnały są dość jednoznaczne: potrzebujesz oprogramowania, którego hosting nie udostępnia; strona przekracza limity procesów przy normalnym ruchu; masz wymagania dotyczące kopii albo lokalizacji danych; uruchamiasz zadania działające w tle. Sam wzrost liczby odwiedzin rzadko jest powodem - wcześniej zwykle da się dużo zyskać na samej optymalizacji strony.