Dostęp, który działa, gdy system nie wstaje
SSH wystarcza w dziewięćdziesięciu procentach sytuacji. Pozostałe dziesięć to właśnie te, przez które dzwoni klient: system nie podniósł się po aktualizacji jądra, dysk wpadł w tryb tylko do odczytu, firewall zablokował sam siebie. Potrzebny jest wtedy dostęp poza pasmem - IPMI, KVM over IP albo konsola w panelu dostawcy - dający obraz z tego, co widziałbyś na monitorze podpiętym do maszyny. Bez tego jedyną opcją zostaje zgłoszenie do dostawcy i czekanie.
Minimalny zestaw
- konsola poza pasmem i możliwość twardego restartu
- monitoring z powiadomieniem do człowieka, nie tylko wykres w panelu
- kopie zapasowe poza serwerem, z możliwością odtworzenia bez udziału dostawcy
- rozdzielone konta administratorów - każdy pracuje na swoim, logi pokazują kto i co zmienił
- dziennik zmian: co, kiedy i dlaczego zostało zmienione na tym serwerze
- spisany inwentarz usług i zależności między nimi
Dokumentacja jest częścią usługi
Serwer bez dokumentacji jest wart tyle, ile pamięć osoby, która go stawiała. Gdy ta osoba zmienia pracę, firma zostaje z maszyną, której nikt nie rozumie, i zwykle z decyzją o przebudowie od zera. Przy przejmowaniu serwera pierwszą rzeczą, którą oddajemy klientowi, jest inwentarz: co jest zainstalowane, co od czego zależy, gdzie leżą kopie i co zrobić w typowych awariach.
To także zabezpieczenie przed nami. Klient, który ma runbook i dostęp do własnych kopii, może zmienić administratora w tydzień. Tak ma być.
Czego serwer nie musi obsługiwać
Odwrotna strona listy bywa równie ważna. Panel administracyjny hostingu, dodatkowa warstwa cache, której nikt nie konfigurował, albo pakiet zainstalowany „na wszelki wypadek” to powierzchnia ataku i rzeczy do aktualizowania. Przy przejęciu serwera zwykle usuwamy więcej, niż instalujemy.